Cztery pory roku

(Z góry sorry za to, że ten tekst tak wygląda, a nie inaczej; postanowiłem nie używać żadnych narzędzi AI i innych do poprawy tekstu, więc będzie on brzydki, ale ludzki. - zmienilem zdanie) Co do braku polskich znaków, to moje lenistwo, bo nie chce mi się instalować języka polskiego na tym komputerze tylko po to, żeby pisać bloga, którego nikt nie czyta — mam nadzieję, że zostanę zrozumiany.

Od prawie dwóch lat nie piszę zbyt często. Mam swoje powody, o których nie będę pisał. Mam jednak coś do napisania, całkiem innego.


Ostatnio się dużo opierdalam, nie robię zbyt wiele, ale tym razem mam wrażenie, że nie jest to tak destruktywne jak kiedyś, bo kiedyś piłem, bo kiedyś się martwiłem, bo kiedyś… zresztą to nie ważne.


Zmienilem sie. Najbardziej zmieniłem się po rozstaniu z Ju. Nie wiem, dlaczego wtedy. Nie wiem, co tak mocno na mnie wpłynęło. Zmienili się mój sposób myślenia, moje reakcje, moje podejście do wszystkiego. Nie wiem, jak duży wpływ miały na mnie książki i nie wiem, czy są to zmiany na lepsze. Co się zmieniło?


Po pierwsze, jestem szczery, szczery nie tylko z ludźmi, nie tylko w słowach, ale szczery w zachowaniu. Nie udaję, że mi się chce, jak mi się nie chce. Nie mówię, że jestem silny, jak ledwo trzymam się na nogach. Nie mówię obietnic, których nie spełnię. Jak kocham, to mówię, że kocham; jak nie kocham, to zwyczajnie nie interesuje mnie to. Kiedyś miałem dużo znajomych i jeszcze więcej ludzi-satelit. Teraz? Teraz mam tylko tych, którym na mnie zależy i którzy to udowodnili. Zalezy mi na nich. Kocham ich. Mam za sobą dużo rozmów z różnymi ludźmi, rozmów-rozliczeń, pochylania się i mówienia 'Tak, jestem winny, to byłem ja'. Jakis czas temu poczulem ze jestem gotowy wypic to nawarzone przez siebie piwo o smaku gowna. Mówimy tutaj o latach picia i podejmowania najgorszych decyzji, mówimy tu o latach wpuszczania do swojego życia i serca osób, których nie powinienem nawet wpuszczać do swojego metaforycznego kibla. Na koncu, cale to gowno, zrobione przeze mnie tylko po to by imponowac ludziom, ktorzy nie byli tego warci, wylewa mi sie na leb. To już praktycznie za mną. 


Po drugie: Nie obwiniam. Nie obwiniam nikogo ani siebie ani innych. Tak zrobiłem wiele głupich rzeczy, tak powinienem ponieść za nie odpowiedzialność – częściowo ją ponoszę, częściowo mi się upiekło. Ludzie też wyrządzali mi szkody, szczególnie materialne i psychiczne. Nie czuję nic ani do nich, ani do siebie. 


Po trzecie: Akceptuję. Zauważyłem u siebie coś dziwnego. Nie wazne jakie gowno mnie spotyka akceptuje je i przechodze to rozwiazania problemu. Z kogoś totalnie omijającego papiery i urzędy stałem się człowiekiem, który to wszystko rozumie, kataloguje i umie z tym pracować. Akceptuję też przemijanie, własne słabości i głupotę. Akceptuję bez emocji, działam bez emocji. Może się zgermanizowałem?


Po czwarte: To zabawne, jak Niemcy biorą mnie za swojego. Nie jestem jakimś tam Polaczkiem, kolejnym obcokrajowcem; jestem jednym z nich. Rozumiem, akceptuję i szanuję wszystko, czym są. Poznałem ich i w pewnym sensie polubiłem. Ba! Zaadaptowałem się do tego sposobu życia. Nie jest on ani optymalny ani idealny, a w obecnych czasach jest średni. Wiem ja, jak się zachować, co powiedzieć, gdzie się zgłosić, jak coś załatwić. Plywam w tym. Zaczęłam w tym pływać. Bywa, że 3 godziny odpisuje maile, czy wysyłam listy pocztą. 


Po piąte: Szanuję siebie. Nigdy się nie szanowałem, bo zawsze uważałem, że jestem gorszy, co sprawiało, że na siłę pokazywałem swoje 'zalety'. Wybaczcie mi, wszyscy, którzy złapali się na moje sprytne manipulacje. Większość znajomych, przyjaciół, dziewczyn w swoim życiu złapałem nie na to, kim jestem, ale właśnie na swój kompleks niższości. On jakby się rozpłynął w tym, kim jestem teraz. Nawet nie lubię zbyt wielu ludzi, a jeszcze mniej lubi mnie. I to chyba najfajniejsza rzecz: być takim nielubianym. 


Po szóste, co będzie takim podsumowaniem: Oto ja, nieładny, nie mądry, nie wyedukowany, bez żadnych przedmiotów, które w jakikolwiek sposób sprawiałby, że ktoś mnie polubi. Taki zwykły, normalny, leżący sobie w łóżku z laptopem na kolanach. Nie mam pojęcia, co się wydarzy, nie mam pojęcia, kim będę za dwa, za 10 lat, ale teraz niczego się nie boję ani też niczym specjalnie się nie ekscytuję. 


Tak jest, mój szanowny braku czytelników. Wciąż was kocham i to chyba najbardziej ze tego powodu, że nie istniejecie. Buziak.